O autorze
Pasjonatka dzieci (własnych trójka) i sprawiania im frajdy. Generalnie pasjonatka sprawiania frajdy ludziom.
Socjolożka, z lekkim pedagogicznym zacięciem, ćwierć-psycholożka.
Zwolenniczka ruchu i zajęć ruchowych, kreatywnych i różnych innych. Specjalistka w tym i tamtym.
Nie obce Jej klimaty hardcorowo biznesowe.

Patologiczna patologia. Apel do Rozwódek

Nie jestem zadowolona z tego tekstu, pokręcony, ale nie chcę też siedzieć nad nim więcej, poprawiając i szlifując oraz sprawiając, że będzie mniej prawdziwy. To tak, jak pokręcone jest moje życie. I już się boję ocen, już się boję, iż tekst ten raczej wyrzuci mnie poza tzw. nawias, bo pozwalam sobie na pewne niemiłe odkrycie siebie, pokazanie słabości, czy też braku wystarczającej siły (pomimo oczywiście też jej posiadania), wątpliwości, lęku, strachu, obaw, czyli tych wartości, odczuć, które wychwalane nie są, a które nadają się do zwalczania, do pracy nad nimi, itd. Nie jest to tekst silnej kobiety.

Hm…Czytam tu na portalu niektóre teksty, bo zaciekawia tytuł, bo poradził mi ktoś, bo Gosia O., czyli naczelna, podpowiada na swoich stronach.

Hm…

Czytam o problemach, tzw. patologiach, nie-patologiach, dużo o kobietach po rozwodzie, o życiu i życiu ciut zmyślonym, wyczytuję rady od… i nie od parady.

Dużo ciekawych tekstów i ciekawych ciut mniej.

Tylko, czy w tych wszystkich tekstach nie ma zbyt dużej pochwały sukcesu, zaradności profesjonalnej, kariery? Mimo niby schlebiania innym wartościom również?, umiejętności - nawet podczas wielkich problemów - zarabiania pieniędzy, wystarczająco dużych, by starczyło nam na dobre życie i jeszcze lepsze życie naszych dzieci???

Zastanawiam się, jak w tym wszystkim odnaleźć ma się ktoś, kto nie daje rady?…, nie daje rady we wszystkim? I znowu piszą tu takie osoby, które we wszystkim niby „rady nie dają” i wiedząc o tym pozwalają sobie nawet na tzw. wolność wyboru tych rzeczy, z którymi radę dają, a pozostawienia innym tych innych. Tak…tylko, że osoby te mają zaplecze finansowe, by sobie na to pozwalać.

Jest tu dużo kobiet po rozwodzie. I dobrze, że tu piszą, bo po nim często nie jest łatwo, a wręcz przeciwnie. Fajnie jest wiedzieć, gdy ma się podobne problemy, że nie jest się samej do końca. Na stronach tego portalu można to też wyczytać.

Tylko znowu, czy nie wystawia się tu zbyt kolorowej laurki tym kobietom po rozwodzie, które dają radę?, które mają dobrą pracę?, które potrafią sobie po rozwodzie świetnie poradzić?, które przed nim zbyt silnie nie zatraciły siebie, które potrafią wyjść z kręgu walki o przetrwanie??


A jak ma poradzić sobie np. kobieta, która została z trójką dzieci kilka lat temu, która na tyle nie zebrała doświadczenia w nowej branży, by zaczynać od nowa, a ze starej wypadła?, poza tym, że nie chce do niej wracać, bo wiele spraw jej tam przeszkadza, być może za dużo, a jednak… wraca, bo… bo musi dzieci utrzymać i siebie, bo…

Jak ma sobie poradzić kobieta, która nie ma pieniędzy, by otworzyć własny biznes, nie ma wspólniczki, nie ma wystarczającego wsparcia, bardzo boi się zaryzykować, bo przecież ma troje dzieci?? Ma duży kredyt, który niby obciąża oboje rodziców jej dzieci, ale to ona z dziećmi mieszka w mieszkaniu na kredyt. Wybiera zatem ciągle posady nie te, które by chciała, a te, które wydają się przynosić zysk i doświadczenie na przyszłość, czyli te, które polecił stary znajomy ze starej branży, bo pieniądze, bo… Pozostaje wybór: jej życie a jej nie-życie. I co?

Wybór niechcianej posady okazuje się, że nie daje ani pieniędzy ani dobrego potrzebnego doświadczenia, ani tym bardziej spokojnego życia, bo nie ma jej w ogóle dla dzieci, jest za to w i dla pracy, której nie lubi, wręcz nie znosi, bo kosztuje ją to mnóstwo niepotrzebnych nerwów, stresu itd., zajmuje się czymś, czego nie czuje, czym nawet w jakiś sposób gardzi, a jej wspaniałym ukochanym dzieciom zabiera matkę. Ma problemy ze zdrowiem, być może, że mają podłoże psychosomatyczne (najprawdopodobniej).

Jak ona – taka kobieta - ma wziąć z tych stron wsparcie, jeśli tu piszą rozwódki, owszem, ale ONE doskonale ”dają radę” przecież i są takie fantastyczne?

Gosia Ohme (vide: Pan z Internetu i Patologiczna, Tekst linka) pijąc po lampce (może dwóch) wina z koleżanką po rozwodzie wysnuwają prześmiewczo wnioski (po spotkaniu tej drugiej Pani z pewnym panem na niby randce), że wg niektórych może:
patologią jest odwaga w odchodzeniu, gdy jest źle;
patologią jest poradzenie sobie po rozstaniu;
patologią jest doskonałe łączenie macierzyństwa z domem i pracą;
patologią jest samodzielność i niezależność;
patologią jest poczucie, że jest się równie atrakcyjną jak młodsze lub te, które nie mają dzieci;
patologią jest brak przymusu bycia z kimś;
patologią jest brak potrzeby określania kryteriów wobec kogoś, kogo się szuka;
patologią jest brak szukania;
patologią jest poczucie wewnętrznej i zewnętrznej wolności.
Hm….
Oczywiście, że w rzeczywistości to tzw. anty-patologie.

W takim razie, czym jest:
- Brak odwagi, by odejść, gdy jest źle, a próba (za zbyt dużą cenę niestety) ratowania małżeństwa, które chyba kiedyś się kochało, bo jest trójka wspaniałych dzieci?
Wydawało się, że warto ratować i dla dzieci i siebie, pracować nad sobą nawzajem. Tylko, że to zarówno mama i tata dzieci muszą chcieć, jedna strona nie wystarczy.
- Próba ratowania związku, a zapomnienie o ratowaniu siebie (chyba typowe dla matki wariatki)?
- Nie do końca poradzenie sobie po rozstaniu?
Tylko, co to znaczy poradzić sobie? Rozumiem, że to znaczy być wydolnym pod każdym względem: rodzicielskim, emocjonalnym, zarobkowym, kobiecym itd. A jeśli non stop ma się problem z rozpoczęciem tego, co będzie przynosiło satysfakcję i dochód (bo…vide obciążenia… i tak w kółko).
- Doskonałe łączenie macierzyństwa z domem, ze wszystkimi sprawami okołodomowo-warsztatowymi lecz gorzej z pracą (bo trzeba znaleźć tę, której się chce i by przy okazji dawała odpowiedni dochód)?
- Samodzielność bez niezależności?
- Pozostawanie przy tym cały czas w miarę atrakcyjną, często równie jak młodsze lub kobiety bez dzieci…
Choć upływu czasu nikt nie zatrzyma i on ją tym bardziej przeraża, bo mija czas, a ona ciągle nie odnajduje swoje drogi, spadają jej możliwości na rynku pracy, ciągle nie daje rady na full, ciągle nie jest niezależna, nie jest w stanie wystarczająco zarobić na siebie i dzieci i spełniać się, pomimo, że… jest podobno bardzo dobrą mamą, niezłym organizatorem zajęć, domowym psychologiem, komunikatywną kobietą. Podobno.
- Brak przymusu bycia z kimś, choć chęć bycia z tym kimś, kogo chyba nie ma? i samotnej matce trojga może się wydawać, że go nie znajdzie (przybite doświadczeniami)
- Poczucie zniewolenia sytuacją?, bo ciężko jest zaryzykować, gdy ma się troje dzieci i…etc. (vide: powyższe tłumaczenia) i z pracą i biznesem i związkiem?
- Poczucie zniewolenia wewnętrznego, bo istnieje zniewolenie myślami (ale i faktami) pw. opisanymi?

Jednocześnie ta kobieta po rozstaniu jest wdzięczna za to, że ma zdrowe dzieci, sama nie jest ułomna (mimo, że nie w pełni okaz zdrowia), potrafiąca być pełną wigoru, zewnętrznie - dla ludzi - wydaje się kobietą energiczną i wygadaną i …i….i…co? Kręci się, kręci się w kółko od kilku lat a może dłużej. Czy tu ktoś podpowie, jak z kółka wyjść?, czy ktoś jest w stanie podać rękę, by pomóc?, czy tylko wychwalać tych, te, którym się udało, udaje, bo dały radę, dają, bo rozwijają się wszechstronnie, pomimo oczywiście codziennych i nie… problemów? Ale cóż… życie.
A zatem, czy takiemu komuś, takiej, która wszechstronnie rady nie daje można pomóc?, poza tym, że te, które dają radę najczęściej nie mogą, bo nie mają już czasu, bo biegną , bo zalatane, bo… muszą to to to i tamto…?

Z każdego artykułu prawie, który czytałam ostatnio wypływa pochwała odważnych, sukcesu, wolności, życia „pełną parą”, może poza artykułem „Pieniądze szczęścia nie dają? Bzdura!” Ojca, którego imienia wypowiadać nie wolno (Tekst linka) . On zauważył, że wśród nas są też Ci, którzy nie mają tyle, by starczyło na tyle, by wszyscy byli szczęśliwi i wyrozumiali i rodzice i dzieci itd…
Być może, że ja bym się nie zastanawiała nad tym, ale doświadczyłam w życiu wielu rzeczy, m.in. też tej, jak to jest nie dawać rady, nie mieć wystarczająco ….i pieniędzy i… odwagi i…itd.
Co Wy na to?

Jeszcze jedno…
APEL do Rozwódek.
Czy możemy za pomocą tych stron skrzyknąć jakieś spotkanie, spotkania?, które nie będą typowo terapeutycznymi grupami z terapeutą, ale terapeutycznymi dla nas przez spotkanie nas, chętnych? - spotkanie nie tylko naszych starych koleżanek, ale poznanie nowych, szczególnie dla rozwódek, którym koleżanek rozwódek brak? Spotkanie koleżanek i nowych koleżanek rozwódek?;) Co Wy na to?

I znów czytam tu na stronach, jak rozwódki piszą o swych problemach, ale i sukcesach, głównie o tych wyzwolonych, które dają radę i o ich super wspierających, niejednokrotnie wzajemnie, przyjaciółkach rozwódkach. A ja przyjaciółki ani nawet koleżanki tak naprawdę rozwódki nie mam. Tak się złożyło. I co?...!!!

I byłam ostatnio na spotkaniu babskim. … Hu… poszłam, by się rozerwać, choć bardzo mi się nie chciało. Ale cóż? Muszę się wyrwać – pomyślałam i… wyrwałam się.

Wszystkie kobiety na spotkaniu z tzw. pełnych rodzin, mówiące o obiadach mięsnych i bez…, o pracujących mężach, o seksie, czy jego nadmiarze (cha!, moje stare czasy), o tym, jak co i dlaczego za mało czasu wciąż i że, jak dzieci chodzą na drugą zmianę to już w ogóle kiepsko. No tak, pewno nie najlepiej. Tylko, że to nie moje problemy. Te problemy nie są dla mnie problemami, przynajmniej nie znaczącymi, a są inne. To nie znaczy, że nie mogę posłuchać obcych, mogę i robię to często. Trochę jednak zebrało mi się własnych - za dużo i potrzebuję dać upust…gdzieś, by lepiej słuchać znów tych innych…, czyli, jak to jest, gdy on późno wraca z pracy itd., no taaaak…., ale w końcu z dziećmi został teraz, a ona(one) siedzi tu na spotkaniu i nieźle się bawi (w przeciwieństwie do mnie, choć robiącej świetną minę).

Ponad rok temu byłam na podobnym spotkaniu i ja też nieźle się bawiłam. Przypomniało mi się tylko, że wtedy byłam z kimś, kto wydawało się, że chciał być też ze mną (wzajemnie) pomimo mojego ukochanego dobytku, a właśnie podobno tym bardziej dlatego. No coż…

No cóż… zawsze oceniamy sytuację w zależności od punktu widzenia lub siedzenia. A jeśli próbujemy jej nie oceniać, to na pewno zawsze czujemy…, coś czujemy… W zależności od tego co…, myślimy różnie.

Można powiedzieć, że sama jestem sobie winna, iż znalazłam się w takiej sytuacji, prawda? To ja jestem sama z trójką. No tak, ja. To mnie ciężko sobie ze wszystkim radzić, choć jestem szczęśliwą matką, niejednokrotnie wariatką mimo, że z tego pisania może to nie wynikać.
Czy pozwolenie, by doprowadzić się do takiej sytuacji, wejść na taką nijaką drogę jest patologią? Ale przecież daję radę w wielu sferach życia, lecz nie we wszystkich. Potrzebuję pomocnej dłoni, tego, by ktoś dał mi szansę i uwierzył, że mama trójki też może, być może jeszcze lepiej może. I ja potrzebuję uwierzyć.
(To tak po Dniu Kobiet, a w Dzień Chłopaka wyszło)
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...