O autorze
Pasjonatka dzieci (własnych trójka) i sprawiania im frajdy. Generalnie pasjonatka sprawiania frajdy ludziom.
Socjolożka, z lekkim pedagogicznym zacięciem, ćwierć-psycholożka.
Zwolenniczka ruchu i zajęć ruchowych, kreatywnych i różnych innych. Specjalistka w tym i tamtym.
Nie obce Jej klimaty hardcorowo biznesowe.

Stan po...

„Wsparcie” po... rozstaniu z ojcem dzieci. Zmiana osobowości …może nie. Zmiana postawy zachowawczej nie-męża po… Warto mieć (męża) Kogoś.

To nie jest agitacja do utrzymywania małżeństwa, to pokazanie lepszego jego obrazu.

Inspiracją do mojego tekstu jest znów artykuł Małgosi Ohme „Dlaczego fajnie jest mieszkać z facetem….”

Wkradnie się tu sporo prywaty, ale bez emocjonalnego nacechowania, przynajmniej bez wylewnego…;)
Pomyślałam, że taki opis może pomóc niektórym.

Kawka wymienna
Na początek zacznę od początku czyli…od kawy.

Pięknie jest rano wypić kawę przygotowaną choć raz w tygodniu przez Niego - Twojego Mężczyznę, Ojca Twoich Dzieci. Ale też pięknie i przyjemnie niejednokrotnie jest przygotować Jemu tę kawkę. Nawet, jeśli przygotowujemy ją często. Pod warunkiem, że jest to „usługa” wymienna na inną lub też podobną w innej chwili, np. na podanie herbaty, gdy wracasz z pracy, podgrzanie obiadu, czy zabranie dzieci na niedzielną wyprawę podczas, gdy Ty masz wtedy czas dla siebie, albo choćby kawę następnego dnia.

Bo…., by związek był mocny i szczęśliwy warto, by ta niezapisana „wymiana” była, by tworzyła swego rodzaju równowagę między dawaniem a braniem. Cudowne? Chyba normalne i nawet pewnie możliwe. Zdarzyło mi się doświadczać takich chwil czasami. Wiem, że mogą być miłe. Z mojego punktu widzenia mogłabym powiedzieć: „Wszystko kiedyś się kończy”. Ale nie! Nie wierzcie w to. Wszystko jest kwestią indywidualnego przypadku i… podtrzymywania tej wzajemnej wymiany:)

A dobra kawa wypita razem, przynajmniej czasem, to nie to samo, co nawet bardzo dobra kawa, ale wciąż samotna. Choć z dziećmi bywa też fajna;)
A na pewno nie zrobi Ci jej facet po rozstaniu. Ale tego akurat pewnie nie chcesz.

Pomoc szkolna czyli odpoczywanie i katowanie
Odrabianie lekcji bywa wspólne przynajmniej w weekendy, kiedy obydwoje rodzice, w tym też tata, ma czas - w wersji, gdy jesteście razem. W tygodniu też jakoś się wymieniacie, przynajmniej czasami. – Tzw. wspólna odpowiedzialność.


Kiedy razem już nie jesteście, odrabianie lekcji z tatą odbywa się średnio co drugi weekend, przynajmniej powinno, ale… Tata przecież może zapomnieć, a i dziecko również, dziecko, czy dzieci mogą mu nie o wszystkim powiedzieć, preferując robienie innych rzeczy niż odrabianie lekcji, co jest całkiem normalną chęcią;) W związku z tym przed „weekendem z tatą” starasz się wspomóc ich pamięć.

Zatem do rzeczy: synek za tydzień ma sprawdzian. Tematyka sprawdzianu została opisana na karteczce przekazanej dziecku przez wychowawczynię; karteczka jest w plecaku. Mówisz o tym tacie dzieci i wspominasz o tym, co warto z synkiem powtórzyć; podobnie, jak wspominasz o zrobieniu pracy plastycznej drugiego synka - jeszcze przedszkolaka. Wydaje się, że osoba, która przekazywała informacje, tu: ja, była słyszana i zrozumiana, co więcej: jej przekaz został zaakceptowany. A co się okazuje po weekendzie? Starszy synek nie przygotowywał się do sprawdzianu z tatą w weekend. Dlaczego?? Nie wiem. Młodszy nie ma zrobionej pracy plastycznej. Dlaczego? :-???

Pytam Tatę po fakcie. O pracy plastycznej… zapomniał… Kurczę! No… a podobno był nawet na to czas.

A co z przygotowaniem do sprawdzianu?

Tekst Taty: „Alek wszystko umie na bieżąco. W weekend odrabiał pracę domową i sporo czytał”.

Hmmm. Przyjmuję do wiadomości. Myślę: „Alek zawsze odrabia lekcje, gdy ma je zadane, zatem nic dziwnego, że odrabiał je też z Tatą”.

Dodaję jednak głośno lecz spokojnie: „Miał też karteczkę w plecaku z opisem materiału, który będzie na sprawdzianie. Mówiłam Ci przecież. I o dyktandzie i pouczeniu się polskiego”.
Tata dzieci odpowiada zdecydowanie i twardo: „Karteczkę czytałem dokładnie. Tam jest cały zakres 3 klasy. Ma się uczyć w jeden weekend całego materiału?? I tak akurat Alek jest wzorowy więc świetnie sobie poradzi”.

Myślę: „My się przecież na bieżąco uczymy. Niezmiernie oczywiście się cieszę, że ojciec dziecka tak w niego wierzy, to ważne!!! Tylko, że wzorowe bycie Alka nie zależy tylko od niego; jak to bywa do pewnego wieku ucznia;), przecież o tym wiecie. Tu chodzi o wyrywkowe powtórzenie materiału przed sprawdzianem. Normalne chyba. Nie? Czy mi się coś plącze?”

Nie wytrzymuję tym razem i choć najczęściej darowuję sobie dyskusje dłuższe na różne tematy, ucinając je szybko, by niepotrzebnie energii nie tracić, tym razem ciągnę z namaszczeniem: „Wiesz, że z matematyki jest świetny, lecz słabo pisze. Alek jest super zdolny, ale wiesz, że nie jest wzorowy ot tak i że wymaga to pracy i ćwiczeń. Dyktanda można pisać z nim zawsze. Opisy też najczęściej poprawia. Szkoda, bo w weekend jest zawsze więcej czasu”.
Otrzymuję poważną odpowiedź: „W weekend jest czas na wszystko. Przede wszystkim na odpoczynek po tygodniu w szkole. Nie będę go przez dwa dni katował lekcjami. Miał i tak dużo pracy domowej”.

Moja myśl: „No tak, tej dyskusji nie ma co ciągnąć. Wkręciłam się”.
Nie będę już tego komentować poza tym, że w weekend można sporo spokojnie rozłożyć podczas, gdy w tygodniu Alek po lekcjach jest często zmęczony i bardziej obciążony dodatkowymi zajęciami.

I co? Kiedyś była współodpowiedzialność… A teraz? To Ty jesteś z dzieckiem na co dzień, zatem to Ty zadbasz o to, by był przygotowany do sprawdzianu, lekcji itd., to Ty będziesz go „katować” podczas, gdy tata będzie z nim odpoczywał co drugi weekend.

Śmiecie
Każdy ma własne:) Niech wyrzuca ten, kto śmieci w tym domu.
Jesteście razem i bywa, że wygląda z nimi różnie, ale jest prawdopodobieństwo, że tata dzieci wyrzuca śmieci częściej niż Ty.

Jak jest teraz, gdy już razem nie jesteście? Tata dzieci nie wyrzuci nawet tych śmieci, które są zawiązane w worku i stoją przygotowane w drzwiach, ominie je i wyjdzie, pomimo, że jeden, czasem dwa wieczory w tygodniu, spędza z dziećmi w tym właśnie domu i często dokłada do domowego kosza własne śmieci. W głowie jednak ma już zapisane, że to nie są jego śmieci, bo on już tu nie mieszka. To są śmieci jego dzieci? Tak myślicie? Że to mogą być śmieci jego dzieci? Dla niego chyba nie. A nawet jeśli…, to ja tu z dziećmi mieszkam i to do mnie należy ich wyrzucanie. Co więcej, nie wyrzucił śmieci nawet w momencie, gdy poprosiła go o to nasza najstarsza córka Marta. Wychodząc, oznajmił, że nie idzie w stronę śmietnika.
No cóż…: Skomentujcie sami.

Żaróweczka świeci mi się w głowie… alarmowa

Już po…rozstaniu…

Były chwile, że kiedy wypaliła się żarówka, a było raz tak, że wypaliło się ich 3 jednocześnie w górnych pokojowych oświetleniach, a zbieg okoliczności sprawił, że był to też dzień wizytowy taty u naszych dzieci, prosiłam go o wymianę żarówek.

Napomknę tylko, że nasze mieszkanie jest wysokie, a tata moich dzieci jest dużo wyższy ode mnie. Nie spotkałam się jednak z pozytywną reakcją, słysząc, że to ja mieszkam w tym domu i, że posiadam chyba drabinę.

Od tego momentu w takich i podobnych przypadkach mam wiecznie świecącą żarówkę ostrzegawczą w głowie : „Nie proś!”

Jeśli tata jest u dzieci podczas, gdy mnie nie ma i zdarza się, że przepali się żarówka, potrafi ją wymienić; gdy ja jestem: nie proszę.

Nowa świeża pościel i odczucie starego zgrzytu
Jak jest trójka dzieci i Ty sama i trzeba zmienić pościel, to niby wydaje się to tylko zmianą pościeli, ale kiedy jesteś zmęczona i marzysz, by tylko położyć się spać, posłanie 3-ech, czy 4-ech łóżek zamiast jednego, robi różnicę. Zdarzyło mi się również poprosić nie-męża, ale tak-tatę o założenie czystych prześcieradeł na ciężkie materace na łóżkach synków. Lecz, jako, że najczęściej z najmłodszym synkiem sypiam ja, spotkałam się również z oporem pt. „Tzn. jak to? Tzn. ja mam Ci ścielić łóżko?” W rezultacie prześcieradło zmienił. Ale ja mam znów hasło w głowie: Nie proś!

I tu podobnie, kiedy mnie nie ma w domu, a są tylko dzieci, które akurat odwiedza tata, ten ostatni jest w stanie zmienić pościel…, bo wtedy nie ma nikogo innego, kto mógłby to dzieciom zrobić. Smutne to prawo, ale prawdziwe - w moim przypadku przynajmniej.

Koszenie trawy. Naprawy domowe
Zapomnij, by zrobił to tata Twoich dzieci w mieszkaniu, gdzie Ty z nimi mieszkasz.
Naprawy domowe – możesz w części przejąć sama. Za ścianą jest też Sąsiad, czasem pomocny wujek, na którym wieszają się Twoi synowie mający niedostatek męskiego pierwiastka na co dzień. Dobrze, że sąsiadka nie jest zazdrosna;) Dzięki Opatrzności za Sąsiada.

Ja/my mamy jeszcze Dziadka, tj. mojego tatę, który często jest lekiem na całe popsute zło. Dzięki Tato mój i Dziadku moich dzieci, któremu często przyglądają się wnukowie podczas pracy, a starszy uwielbia uczestniczyć w domowym majsterkowaniu.
Dzięki Opatrzności za Dziadka!

Zasłony i firany
Nie…, żeby od razu chcieć się zasłaniać, czy izolować od świata, choć czasem warto zasłonić ciut nasze wewnętrzne życie. Przed samymi sobą jednak go nie zasłonimy, zatem zasłony
mogą nam je tylko ubarwić, jeśli tak lubimy. Ale jeśli lubimy, musimy już o nie zadbać same – przynajmniej w przypadku, jaki opisuję - lub wesprzeć się instytucją Dziadka ponownie, która to instytucja jest nieocenioną i pewnie niedocenioną do końca. Dziękujemy raz jeszcze.
Dziadek dziś właśnie pomagał (mało powiedziane) nam (tj. mi) ściągnąć zasłony i firany (naprawdę ocieplające przestrzeń naszego mieszkania), które prócz swej ozdobnej i nieco osłaniającej wartości mają też tę wadę, że są zbieraczami ogromnej ilości kurzu, jakiego nie da się wytrzeć tak, jak z półki, zatem przy okazji zdejmowania płacht, zdejmujemy kilogramy pyłu.

Jakkolwiek z jednej strony to wada, z drugiej jednak ta zaleta, że to ten kurz, którego przez jakieś pół roku (no….może u niektórych 3 miesiące) wycierać nie musiałyśmy. Tak, czy inaczej, jeśli chcę mieć zasłony i/lub firany, więcej: gdy dzieci chcą, zdejmowaniem i zakładaniem zajmuję się mama, czyli… ja sama przy wsparciu takim, jakie zorganizuję.

Zakupy
Duże zakupy to była naprawdę domena mojego męża, taty moich ukochanych dzieci, lecz PRZED… rozstaniem moim z nim lub na odwrót. PO… rozstaniu siaty ciężkie dźwigam, w sklepach spędzam często cenny czas potrzebny i na odrabianie lekcji i czytanie i rozmowy z dziećmi, sprzątanie i pracę własną. Dobrze, że czasem Dziadek pomoże, dobrze, że może. Przy okazji jest też Babcia.

A jakby tak tata dzieci choć bardzo bardzo sporadycznie spytał tylko, czy nie przywieźć choćby tego, co najcięższe, czyli wody mineralnej, mleka (w naszej rodzinie z 3-giem dzieci spożywa się go dużo), napojów, etc…, czy coś by mu się stało??, gdyby podwiózł i wniósł te rzeczy do domu, w którym już nie mieszka On, ale jego Dzieci mieszkają?

Przypadki
Wiem, że przypadki opisane przeze mnie są subiektywne, są moimi przypadkami. Wiem, że bywa inaczej.

I nie piszę tu tego po to, by namówić Was: Ratujecie swoje związki, bo…PO…nie jest fajnie.
Tym bardziej, że z mojego tekstu wynika, iż zastanowić się nad nim warto wcześniej, bo jeśli mężczyzna i ojciec dzieci zachowuje się w przytaczany pw. sposób po rozstaniu z ich matką, …to… najprawdopodobniej nie warto było ratować związku (poza innymi przyczynami).

Jeśli tak to wygląda po…, to chyba nie jest to wielka zmiana osobowości faceta po…, a raczej „pewna” zmiana zachowania w zależności od męskiej mocy stosowania lub zaniechania. Mogłabym pisać jeszcze długo o powodach rozstania i jego sensowności w moim przypadku bądź nie, ale nie o mój tylko przypadek tu chodzi.

Warto być z KIMŚ
Chciałabym Wam powiedzieć, że na pewno warto być z kimś, kto tym KIMŚ jest, by nie musieć ciągle prosić kogoś innego… , sąsiada, dziadka (choć cudownie, że są), a już na pewno nie tego… byłego (choć ciągle ojca Waszych dzieci), którego prosić nie chcecie, lub zakasać rękawy samodzielnie, dźwigając zakupy, zmieniając pościel, przerzucając materacami, przesuwając meble, wyrzucając śmieci, skacząc po drabinach, wkręcając śrubki i żarówki, dokonując opłat mieszkaniowych, około-mieszkaniowych i wszelkich innych, odwiedzając dość często warsztat samochodowy, załatwiając sprawy szkolne, przedszkolne, kolekcjonując wreszcie zdjęcia pamiątkowe dzieci, bo Tobie nikt nie zrobi ot tak. Ty…Tak? Kobieta wielofunkcyjna i do wszystkiego - w końcu to normalne.

Każdy przypadek jest indywidualny i mój być może nie nadawał się do ratowania, ale jest wiele innych. Chciałabym Wam szepnąć, byście może myśląc czasem lub częściej, jak beznadziejnie u Was jest, jak do d… , popatrzyły na to, co jest dobrego w Was, w Waszym związku, w Waszej rodzinie, w Waszych wspólnych dzieciach, którymi się wspólnie opiekujecie i wreszcie w Waszym Facecie (ile robi, a nie czego nie robi). Zauważcie to wszystko, co dobre, co lepsze, spróbujcie to dostrzec. Wówczas może łatwiej Wam będzie pracować nad tym, co rzeczywiście zbyt dobre nie jest, lecz warto to zmienić dla tego, co dobre jest. Jeśli tylko tak zdecydujecie.

Życzę Wam trafnych spostrzeżeń i decyzji; poza tym dobrych chwil, związków, fantastycznych mężczyzn i tatusiów Waszych dzieci. Pozytywnych myśli i odwagi.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...